Pięć powodów, dla których kocham Francję (część 2)

Louis Vuitton
Louis Vuitton Louis Vuitton, Asnières Workshops, © Louis Vuitton / Erick Leguay
Torebki tej marki podrabia się najczęściej na świecie. I nie są to niestety akcesoria, bądź co bądź eleganckiej, poznańskiej firmy Wittchen. Zimno. A więc podpowiadam. Firma, którą mam na myśli, to także światowy lider produkcji kosmetyków z najwyższej półki, markowych perfum i alkoholi. Cieplej? Jasne, chodzi o Louis Vuitton Moët Hennessy - francuski holding, który, zgrabnie melanżując tradycję i nowoczesność, zapisał się złotymi zgłoskami w historii przemysłu luksusowego.

Tym, którzy nie zajrzeli jeszcze do ostatniego artykułu, przypomnę, że interesuje mnie francuska innowacyjność i jej liczne oblicza. Ostatnio pędziliśmy ultraszybką koleją, dziś, w części drugiej, wjedziemy na Pola Elizejskie i zatrzymamy się na przystanku LVMH.



2. LOUIS VUITTON MOET HENNESSY

Pokaż mi swoja walizkę...

Szanuję i podziwiam LVMH z jednej strony za jego innowacyjność, nowoczesność i kroczenie z duchem czasu, a z drugiej, za mocne jego umocowanie w tradycji i zachowanie rzetelnych zasad produkcyjnych, krawieckich i rzemieślniczych. Od 1837 roku, kiedy to Louis Vuitton miał 16 lat i pakował zamożnym klientom walizki w podróż, wiele się wydarzyło. 17 lat później jego firma tak się rozrosła, że zarejestrował własną markę i otworzył pierwszy butik w Paryżu. Specjalizował się właśnie w walizkach podróżnych, a jego sztandarowym produktem były kufry o zaokrąglonych rogach. Za kolejne 30 lat markę Louis Vuitton kupowali już londyńczycy i nowojorczycy w swoich butikach. "Pokaż mi swoją walizkę, a powiem ci kim jesteś", ten slogan reklamowy z 1921 roku doskonale oddaje elegancki i praktyczny wymiar skrzyneczek LV. Z czasem Louis Vuitton oznaczał także prêt-à-porter, akcesoria skórzane i buty. Tajemnica tkwiła i tkwi w materiałach, dzisiejsze tkaniny są ponoć wzmacniane włóknem węglowym. Sieć prestiżowych sklepów sygnowanych LVMH uformowała się w 1987 roku właśnie z marki Louis Vuitton oraz Moët Hennessy, będącej kompilacją dwóch marek: luksusowego szampana Moët & Chandon i słynnego koniaku Hennessy. Dziś koncern LVMH to ponad 60 prestiżowych marek, od których aż kręci się w głowie.

Luksus w wydaniu LVMH, sądząc po wynikach finansowych firmy, świetnie się sprzedaje, nawet w dobie kryzysu. Dowód? Koncern zarobił w ubiegłym roku ponad 29 miliardów euro, a wiec 4% więcej niż w 2012 roku. Obecny prezes LVMH, Bernard Arnault, ma powód do dumy. Na arenie międzynarodowej LVMH utrzymał silne wpływy w Stanach Zjednoczonych i w Azji, rośnie też w siłę w Europie, mimo zwolnionego gospodarczego tempa. Od czerwca ubiegłego roku także warszawiacy mogą podziwiać możliwości LVMH na własne oczy.

Kosmetyki i perfumy

Saint-Jean-de-Braye, 16-tysięczna miejscowość niedaleko Orleanu, stworzyła w listopadzie ubiegłego roku 300 nowych miejsc pracy. I to nie byle jakich. "Hélios", bo tak się zwie olbrzymi kompleks należący do grupy LVMH, mieści naukowców, którzy, niczym starogrecki bóg Słońca, miłościwie królują w swojej świątyni rozciągającej się nad "Cosmetic Valley" ("Dolina Kosmetyczna"). Badania nad kosmetologią przyszłości toczą się w zachwycającej trzykondygnacyjnej szklanej konstrukcji w formie trójkąta, wartej 30 milionów euro. Zresztą, proszę zerknąć na multimedialną prezentację "Héliosa":

Hélios położony w "Dolinie Kosmetycznej"

Tu produkuje się takie elitarne marki jak Givenchy, Dior, Guerlain, Kenzo czy Make up for ever. Departament make-upu doceniłaby chyba każda kobieta. To tam naukowcy LVMH tworzą odpowiednie odcienie fluidów ze starannie opracowanych pigmentów. Innowacyjny diabeł tkwi w szczegółach: jak każe metoda japońska, do podkładów dodaje się substancje pielęgnujące, oprócz koloryzujących. Która z nas, nawet ta ceniąca naturalność, nie zachwyci się fluidem, który trzyma się na skórze cały dzień, a skóra bije witalnością? Na taki rewelacyjny efekt trzeba ciężko zapracować : 200 prób i jakieś 6 miesięcy testowania potrzeba zanim produkt zaistnieje na sklepowej półce. Kosmetyki jutra dopracowuje się manualnie, ale bez specjalistycznych maszyn się nie obejdzie. Tradycja i nowoczesność w jednym.

Telewizja France 3 wyemitowała reportaż, który pokazuje kulisy pracy w "słonecznym" laboratorium. Przykładowo, kobieta testująca maskarę proszona jest do urządzenia, przypominającego to z gabinetu okulistycznego. Maszyna zrobi zdjęcie naszym oczom, porówna "przed" i "po" użyciu tuszu do rzęs, oraz wyliczy o ile rzęsy się wydłużyły i jaki stopień wykrzywienia osiągnęły.
Najpilniej strzeżona tajemnica kryje się jednak w departamencie, gdzie naukowcy wnikliwie studiują próbki skóry, pochodzącej z chirurgii plastycznej. Pamiętacie "Skórę, w której żyję", doskonały, wciskający w fotel thriller P. Almodóvara? W centrum "Hélios" nie tworzy się co prawda, tak jak w filmie, skóry syntetycznej, ale chęć innowacji jest godna uznania. Naukowcy z LVMH jako pierwsi wynaleźli akwaporyny, białka, dzięki którym woda krąży w organizmie. W praktyce wygląda to tak. Na cieniutkich stu-milimetrowych odcinkach "skóry" zaznacza się wyniki nawodnienia skóry za pomocą fluorescencyjnych cząsteczek, a następnie, rezultaty wyświetlą laboratoryjne ekrany. Przy skórze bardzo suchej zobaczymy zatem wyraźnie, że ma ona o wiele mniej skoncentrowaną sieć białek w swojej strukturze. Taka konstatacja prowadzi do niewątpliwie bardziej efektywnego rozwiązania problemu zmarszczek, przebarwień starczych i przesuszenia za pomocą produktów kosmetycznych, a nie skalpela. A ja kupuję taką logikę.

Moda i wyroby skórzane

Flagowe marki LVMH w tej kategorii to oczywiście Louis Vuitton, ale także Kenzo, Givenchy, Loewe, Fendi czy Céline. Wydarzeniem końca ubiegłego roku stało się odejście dyrektora kreatywnego i zarazem projektanta Marca Jacobsa z koncernu, co jest niewątpliwie wielką stratą dla koncernu. To dzięki niemu torby Louis Vuitton dostały nowy look "graffiti" i pastelowe kolory. Niektóre kroje są więc naprawdę nowoczesne.

Co składa się zatem na tajemnicę sukcesu produktów Louis Vuitton'a? Nazwijmy to syndromem TIE, czyli Tradycja, Innowacyjność i Elitarność. Mój mąż, jeszcze za czasów studenckich, dorabiał sobie do kieszonkowego w dość zaskakujący sposób. Przed butikiem Louis Vuitton'a na Champs-Élysées stawał w długaśnej kolejce turystów pragnących dostać się do jego wnętrza. Zawsze znaleźli się ponoć Japończycy bądź Chińczycy, którzy oferowali od 50 do 200 euro ekstra za zakup dwóch produktów LV. Marka nakłada bowiem limity sprzedaży osobie indywidualnej. Wystarczyło mieć dobrą prezencję i rozmawiać po angielsku, a zakup był murowany. Taka dorywcza aktywność studencka starczała więcej niż na przysłowiowe waciki - do kieszeni trafiało nawet 700-800 euro miesięcznie. Najtańsze produkty w internetowym sklepie LV, takie jak breloczki na klucze czy zestaw kosmetyków do golenia oraz inne drobne akcesoria, to wydatek rzędu 100 euro. Dla porównania, torby, walizki czy zegarki sięgają nawet 3000 euro. Czółenka dla kobiet na wiosnę za 900 euro to standard. Cen prêt-à-porter się nie podaje, co może świadczyć o cenowej przepaści. Mimo że uwielbiam piękne skórkowe torebki, i wolę jedną dobrą niż tysiąc szmacianych, taki wydatek, przynajmniej na razie, nie wydaje mi się rozsądny. Z elity wykluczam się zatem sama.

Elitarność zakupu nie oznacza zawężania granic artystycznych i rozwoju koncernu. Mecenat artystyczny LVMH polega w tym roku, między innymi, na zainaugurowaniu Young Fashion Designer Prize, czyli nagrody dla Młodych Kreatorów Mody. Młodzi projektanci do lat 40, którzy mają już na swoim koncie przynajmniej dwie kolekcje dla kobiet lub mężczyzn, będą oceniani przez ośmioosobowe jury, w składzie którego zasiądą, między innymi, Karl Lagerfeld czy Marc Jacobs. Zwycięzca może liczyć na grant w wysokości 300 tysięcy euro i roczne techniczno-finansowe wsparcie od LVMH. Sama uwielbiam takie konkursy i chętnie wzięłabym w nim udział, gdyby nie to, że z profesjonalną modą mam do czynienia tyle ile picassowski kubizm z impresjonistycznym Renoirem.
W tym roku termin składania prac już minął (z wyjątkiem świeżo-upieczonych studentów, którzy mają jeszcze miesiąc), ale, dla tych zainteresowanych, należy i trzeba próbować swoich sił w przyszłym roku!

Dla miłośników procentów, i to nie tych matematycznych, LVMH ma wachlarz ofert. Moët & Chandon, Dom Pérignon, Krug, Ruinart, Veuve Clicquot, Mercier, Hennessy, Belvedere to tylko początek listy markowych trunków. Ale dziś o alkoholach jestem oszczędna w słowach, bo temat obszerny i zasługuje na osobny wątek.
Nawiasem mówiąc, dla pasjonatów luksusowych zegarków i biżuterii też "coś" się znajdzie w ramach LVMH (by wymienić tylko takie elitarne Tag Heuer, Hublot czy Bulgari). Na pocieszenie dodam, że nie każda marka koncernu to "obrzydliwy" luksus, na który zwykły śmiertelnik nie może sobie pozwolić. Tym, którzy nie dowierzają, polecam wstąpienie do... "Sephory". Ona bowiem też należy do francuskiego holdingu.
Trwa ładowanie komentarzy...