Pięć powodów, dla których kocham Francję (część 4)

Jogurt Danone w amerykańskim Starbucksie już na wiosnę
Jogurt Danone w amerykańskim Starbucksie już na wiosnę http://www.marketing-pgc.com/2013/08/28/danone-sassocie-avec-starbucks-et-part-a-la-conquete-des-etats-unis/
Francuski koncern Danone rusza na podbój Ameryki! Już na wiosnę bywalcy Starbucksa będą mogli, oprócz wypicia obowiązkowej kawy, zjeść też pożywny jogurt. Interbrand, wiodąca firma konsultingowa, sklasyfikowała Danone na 49 miejscu wśród 100 najbardziej wpływowych marek świata. Czy wpływowa równa się pojęciu zdrowa? Listę otwiera Apple, Polaków na niej nie ma.

Ostatnio było coś dla umysłu, dziś dla żołądka. Francuskie nowinki techniczne z ubiegłego wpisu odchodzą w cień i dają pole popisu jogurtom firmy Danone, temat nad którym dziś się pochylę.

4. DANONE

Za każdym razem, gdy wybieram się do Polski na urlop, mam ten sam żywieniowy dylemat. Nie potrafię utożsamić się z polskimi jogurtami, tak jak z zamkniętymi oczami identyfikuję się z kabanosem, pierogami czy barszczem. Zacznijmy od tego, że prawdziwie polskich marek w dziedzinie jogurtowej znajdziemy jak na lekarstwo. A te, z dobroczynnym działaniem lekarstwa nie mają nic wspólnego. Wystarczy prześledzić zawartość cukru i tłuszczów w składzie jogurtów owocowych, a skojarzenie "jem jogurt, sięgam po zdrowie" rozmywa się niczym pejzaż za oknem rozpędzonego pociągu.
Tymczasem, oficjalną misją Danone jest "niesienie zdrowia jak największej ilości ludzi poprzez spożywanie produktów mlecznych". Chwyt marketingowy czy rzeczywistość? Skonsternowana, sama zadaję sobie pytanie, w czym Danone, oprócz lepszego, moim zdaniem, smaku, jest inny i zdrowszy od polskich marek?

Zacznijmy od tego, że Francuzi, niczym małe dzieci, pożerają jogurty. Przeciętnie 30 kg jogurtu przez cały rok ląduje w żołądku typowego pana Martin. Dla porównania, nasz Kowalski zjadł w 2008 roku około 7,5 kg jogurtów, a amerykański Smith jeszcze mniej. Kultura jedzenia jogurtów jest we Francji inna niż u nas. Oprócz porannej dawki jogurtu z muesli lub bez, ten produkt mleczny traktuje się we Francji także jako deser i serwuje po obiedzie lub kolacji, zaraz po serach. Sprawdzam wiec w jaki sposób Danone chce się wyróżnić jako marka "zdrowsza" od innych.

Po pierwsze, skład.

Jogurt to nie tylko sfermentowane mleko. Aby zasługiwał na miano tego pierwszego, należy potraktować go dwoma bakteriami termofilnymi: Lactobacillus bulgaricus i Streptococcus thermophilus. Obydwie muszą być utrzymane "przy życiu" w wystarczającej ilości aż do czasu końca daty przydatności do spożycia. Ta wystarczająca ilość to, zgodnie z normami międzynarodowymi, 10 milionów mikroorganizmów na 1 gram jogurtu.
"Activia" to produkt, który, oprócz tych dwóch, zawiera jeszcze trzecią bakterię termofilną o obiecującej nazwie ActiRegularis, co ma wspomóc pracę naszych jelit i zapobiegać wzdęciom. Zdumiewające jest to, że zaledwie jedno opakowanie "Activii" zawiera aż 4 miliardy ActiRegularis. To jedyny taki produkt na rynku. Ponadto, brak w niej syropu fruktozowo-glukozowego, bezczelnej dawki cukrów prostych pod przyjemną, nie wzbudzającą specjalnych podejrzeń, nazwą. Niestety, niepokoi fakt, że cukier figuruje w pokaźnej ilości w "Activii" smakowej, co zaspokaja od 17-19% naszego dziennego zapotrzebowania na cukry, w zależności od smaku jogurtu. Z nasyconymi kwasami tłuszczowymi nie jest lepiej - w jednej "Activii" owocowej zjemy łącznie od 10%-14% ich dziennej dawki. Błonnika "Activia" też ma jak na lekarstwo, bo kubełek stanowi tylko 1% jego dziennego zapotrzebowania. Małe rozczarowanie więc dla "Activii" smakowej, bo firma szczycącą się podnoszeniem poziomu zdrowia powinna mieć cukier pod specjalnym ostrzałem.

Ale firma, taka jak Danone, nie ogranicza się na szczęście tylko do jednego typu produktu mlecznego. Można znaleźć cos dla siebie. I nie musimy wcale pozostać przy naturalnej "Activii". Na rynku francuskim jest w czym przebierać: "Activia" oparta na białym twarożku (6% dziennego spożycia cukrów i 0% tłuszczu), "Activia" owocowa ze zmniejszoną ilością cukru i zerowym tłuszczem, "Taillefine" (nasza "Vitalinea"), czyli podwójne 0%, a więc zero tłuszczu i zero cukru, "Danacol", regulujący poziom złego cholesterolu, wreszcie "Gervais" dla dzieci z wapniem i witaminą D. Wszystko pięknie, ale ja tylko pytam czy informacja "zero tłuszczu" nie wiąże się z dodatkiem cukru dla zachowania kremowej konsystencji, a notka "bez dodatku cukru" nie oznacza czasami dodatku cukrów złożonych, zamiast prostych?

Po drugie, tradycja.

W Polsce moda na jogurty przyszła stosunkowo niedawno. Pamiętacie stoły naszych dziadków i powszechnie goszcząca na nich śmietanę? Zgoda, dziś coraz powszechniej zastępuje się ją jogurtem naturalnym bądź kefirem. Tymczasem, pierwsze jogurty Danone sprzedawane były w barcelońskiej aptece w 1919 roku. Miały one pomagać noworodkom w dolegliwościach jelitowych, będąc konsekwencją badań biologa Elie Metchnikoffa, zdobywcy Nagrody Nobla za swoje odkrycia.



I tak powstał "Actimel", swego czasu świetnie rozreklamowany w mediach. Oprócz obowiązkowych dwóch bakterii termofilnych, "Actimel" zawiera trzecią, ale inną niż w przypadku "Activii" bakterię, zwaną Lactibacillus Casei, która ma wspomagać odporność naszego organizmu.

Na mojej prywatnej liście jogurtów naturalnych, które niestety nierzadko zajmują półkę non grata w mojej lodówce, absolutnym hitem jest "Fjord". Smakuje mi, bo jest kremowy w konsystencji, a nie lubię jak jogurt naturalny podchodzi wodą (stąd, porównanie do norweskiego fiordu nie wydaje mi się trafione). To smak dzieciństwa mojego męża z czasów pobytu u dziadków i wakacji w szwajcarskich Alpach. Tak wiec "Fjord", oprócz oczywistego gładzenia kubków smakowych, w pewnym sensie, kultywuje tez tradycję jego przodków.
Nawiasem mówiąc, Danone, stworzone w Barcelonie przez Isaaka Carasso, było hołdem złożonym jego synowi Danielowi. Danone to, po katalońsku, "mały Daniel".

Po, trzecie, kampania.

Jak przystało na firmę o takim znaczeniu międzynarodowym, Danone w Polsce zajmuje prawie 50% rynku produktów mlecznych, bezpośrednio boksując się z niemieckim Zottem. Nota bene, Danone nie jest na rynku francuskim uznawany za markę z wyższej półki, taką jak "Mamie Nova", "Michel Augustin" czy "Marie Morin".
W 2010 roku pracownicy firmy musieli zakasać rękawy i stawić czoła publikacjom, jakoby bakterie termofilne, używane w produkcji "Actimela" i "Activii" powodowały tycie u dzieci i były stosowane także u sztucznie przerośniętych kurczaków. Były oficjalne noty, odwoływanie się do ekspertów, rozprawy sądowe i wielka publiczna debata. Skończyło się na tym, że Danone nie dostał zielonego światła od EFSA (ang. European Food Safety Authority). W efekcie, musiał wycofać hasła reklamowe, jakoby te produkty należały do tzw. alicaments (aliments - żywność + medicaments - lekarstwa). Słowem, nie ma wystarczających dowodów na związek między, na przykład, piciem "Actimela" a pozbyciem się biegunki.

Nie jest więc tak lukrowo, jakby się mogło z początku wydawać. Firma pokonała jednak złą passę, wymyśliła nowe ekologiczne opakowania, które są całkowicie biodegradowalne i które od jakiegoś czasu zastąpiły dyskusję naukową. Portfel firmy Danone zgrubiał o prawie 8 miliardów dolarów w 2013 roku, o 6% więcej niż w poprzednim. Nowa marka flagowa Danone to jogurty greckie, o które firma stacza bój z Yoplait.
Tymczasem na kontynencie amerykańskim, linia Starbucks idzie z duchem czasu, przewidując że młodzi klienci kawiarni docenią produkt zdrowy i lekki, jakim jest jogurt. Dane mówią same za siebie. Danone już podbił w 40% tamtejszy rynek jogurtami greckimi, które posiadają mało tłuszczów i są bogate w proteiny. "Evolution Fresh, Inspired by Dannon" to oficjalna nazwa kampanii starbucksowsko-danonowej która będzie miała twarz jogurtu "greckiego", owoców i zbóż.
Na pewno będzie smacznie. A jaki "zdrowotny" melanż z tego wyjdzie, przekonamy się za kilka lat...
Trwa ładowanie komentarzy...