Koniec "polskiego hydraulika" we Francji?

Urna wyborcza, 30 marca 2014, Reims
Urna wyborcza, 30 marca 2014, Reims Materiały własne
Stało się. W wyborach lokalnych, które w niedzielę zakończyły się we Francji, populistyczny Front Narodowy zgarnia szefostwo minimum 12 francuskich miast, co oznacza 1546 radnych. To absolutny rekord w historii tej partii politycznej od 1995 roku. Reakcje europejskie? Dwie gminy belgijskie, stowarzyszone ze zwycięskimi gminami Frontu Narodowego, już odmówiły oficjalnej z nimi współpracy. W tym artykule pytam skąd ten sukces oraz czy formacja, której oficjalnym programem jest "eksplozja Unii Europejskiej" i ścisła kontrola imigracji, może zagrozić polskiej sile roboczej we Francji.

To pierwsze moje wybory we Francji, w których miałam prawo głosować. Z moich obserwacji wynika, że Front Narodowy to ruch, którego z jednej strony Francuzi się obawiają, a z drugiej, któremu w akcie protestu i braku alternatywy ufają. Skąd bierze się sukces tej partii politycznej podczas ostatnich wyborów?

Posługując się hasłem "Francja dla Francuzów", są konkretni, bezwzględni i biało-czarni.

Niegdyś Jean-Marie Le Pen, a dziś jego córka, Marine, która oficjalnie przewodniczy Frontowi Narodowemu, przeciwstawia się niekontrolowanej imigracji oraz dumpingowym cenom proponowanym, między innymi, przez polskie ekipy budowlane i wykończeniowe. Z pewnością pamiętacie poniższy plakat z umięśnionym hydraulikiem autorstwa Polskiej Organizacji Turystycznej, mający promować Polskę i naszą siłę roboczą w świecie.



Kampania z hasłem Je reste en Pologne, venez nombreux, czyli "Zostaję w Polsce, licznie przybywajcie" była reakcją na krytykę, między innymi z ust Jean-Marie Le Pen'a względem zagrożenia, jakie prezentować mogło zatrudnianie polskich ekip remontowych po cenach znacznie niższych niż tzw. SMIC, czyli minimum płacowe we Francji. Zgodnie z dyrektywą Bolkensteina (od nazwy jej projektodawcy), rynek unijny został zliberalizowany, a co za tym idzie, polskim fachowcom płaciło się pensje ekwiwalentne polskim zarobkom, a zatem znacznie niższe niż francuskie minimum zakłada. To wtedy pojawiło się hasło plombier polonais, czyli "polski hydraulik" w kompletnie negatywnym tego słowa znaczeniu, jako realne zagrożenie dla francuskich fachowców. A Francuzi mają ogólnie dosyć braku kontroli nad napływowymi pracownikami z krajów Maghrebu, pozostałej części Afryki czy Wschodniej Europy, do której w oczach typowego Francuza należymy. Zawsze wywołuję uśmiech na twarzy Francuza tłumacząc, że przecież Polska leży w Europie Środkowej.

Ruch, nawet sprzeciwiając się imigrantom, potrafi zdobyć sobie sympatię wyborców pochodzenia nie-francuskiego.

Silna policja i mocne państwo, rządzone twardą ręką, może podobać sie muzułmanom. Walka z pornografia, prostytucją, przestępstwami różnego kalibru i innymi przejawami nadużyć w zyciu społeczno-politycznym (takim jak alkohol) to walory wyznawców islamu. Poza tym, rodzina paternalistyczna, na czele z mocną pozycją ojca, nadrzędność i autorytet rodzicielski nad dziećmi mogą również dobrze kojarzyć się muzułmanom zamieszkującym Francję.

To partia z tradycjami, która dostała w 2011 nową "twarz".

Partia, stworzona w 1972 roku, obrasta dziś w siłę, bo kierowana jest od ponad dwóch lat przez Marine, która w przeciwieństwie do swojego ojca, potrafi przekazać te same hasła, ale w znacznie delikatniejszy sposób. Pamiętam doskonale humorystyczny klip, zrealizowany przed wyborami prezydenckimi w 2012 roku, rzekomo pokazujący Marine Le Pen zmywającą makijaż w łazience.



Widzimy Marine od tyłu i czekamy na kompromitujący zapewne widok Marine bez fluidu, pudru i tuszu do rzęs, a tu zaskoczenie innego kalibru. Marine-naturalna jest mężczyzną, a dokładniej - jej własnym ojcem, Jean-Marie Le Pen'em, co staje się jasne po zdjęciu peruki. Napis końcowy "Zmieniła się tylko fasada. Le Pen pozostanie Le Pen'em" ciśnie na usta oczywiste konkluzje.
Mimo tego, Marine łatwiej zaufać, wydaje się rozsądna, jest wygadana i otacza się młodymi, aktywnymi i wykształconymi ludźmi. Do polityki Marine wciągnęła też swoją siostrzenicę, młodziutką i bardzo ładną Marion.

Mimo zaszufladkowania do ekstremalnej prawicy, Front Narodowy nie chce definiować się ani jako prawicowy ani lewicowy.

Jean-Marie Le Pen niegdyś zdefiniował swoją partię jako "narodową prawicę", czy "prawdziwą prawicę". Warto dodać, że pierwsza delegacja FN do Parlamentu Europejskiego wyruszyła w takiej właśnie logice. Dziś, formacja oficjalnie dystansuje się od Unii Europejskiej jako tworu, który miałby zagrozić suwerenności Francji. Delikatnie zmieniono styl argumentowania, bo Front Narodowy nie należy już "ani do lewicy, ani do prawicy". Konkretniej, "jest lewicowy społecznie i prawicowy z zakresie ekonomii". Przy okazji powiem, że członkowie tej formacji utrzymują, że partie z lewa i prawa strony politycznej rozmywają się w swoich założeniach, nazywając je "UMPS". Dla niewtajemniczonych, to zbitek wyrazowy z UMP (partii prawicowej) i rządzącej partii socjalistycznej PS. Sami rozumiecie, taki nasz PO-PiS...

Jakie z tego więc powstają zagrożenia dla Polaków, przybywających pracować do Francji, głównie do jej południowo-wschodniej części, która zagarnięta została przez Front?
Merowie mogą dyskretnie zadecydować o obcięciu alokacji dla przybywających imigrantów, mimo że nie będą w stanie oficjalnie ich przesiedlić, związani oficjalnym prawem o swobodzie przepływu pracowników w UE (należymy przecież do Schengen).
Mogą i będą dokładnie sprawdzać rozliczenia podatkowe, czy aby na pewno praca odbywa się zgodnie w prawem. I z pewnością będą stać na straży praw francuskich pracowników w konkurencji z tańszą siłą roboczą. Mogą ingerować w rozdział mieszkań, wydawanie zgód na budowę domów, czy przesiedlenia pewnej części ludności. Najprawdopodobniej tak stanie się właśnie z Romami, z którymi Francja już od dłuższego czasu nie wie co zrobić (były prezydent N. Sarkozy wyeksmitował sporą rzeszę Cyganów z Francji, którzy następnie tam powrócili).

Na razie wydaje się, że polski pracownik nie powinien obawiać się eksmisji, bo Front nie jest jeszcze na tyle silny w sferze publicznej, mając tylko 2 deputowanych w Parlamencie. Ale uwaga, w obliczu zbliżających się wyborów europejskich należy mieć na uwadze, że wyborcy Frontu przynajmniej chodzą na wybory i głosują. Az 36 procent Francuzów, w dużej mierze tych głosujących na lewicę - wielkiego przegranego tych wyborów - nie poszło do urn.
Trwa ładowanie komentarzy...